Czy branży spożywczej grozi paraliż? Ograniczenia w dostawie prądu dają się jej we znaki

Przedstawiciele branży spożywczej załamują ręce.Wszystko przez upały i ograniczenie dostaw prądu. Wielu przedsiębiorców nie jest w stanie ograniczyć zużycia energii, boskutki byłyby tragiczne - informuje Puls Biznesu.

Jacek Lewicki, prezes Drosedu, przyznaje, że ograniczenia w dostawach prądu to olbrzymi problem. Mroźnia w wielu zakładach odpowiada za połowę poboru energii. Jej zarząd nie wyłączy, bo potem trzeba by było utylizować wyroby. Drosed zdecydował się za to na przeniesienie części produkcji na noc. 

Jak informuje Puls Biznesu Edward Bajko, prezes Spomleku, wylicza, że na razie musi ograniczyć zużycie energii o około 30 proc. od godziny dziesiątej do siedemnastej. Przyznaje, że obecna sytuacja daje mleczarzom mocno w kość.

Moce przerobowe Horteksu spadły de facto o 30-40 proc. i spółka zmuszona jest proporcjonalnie zmniejszyć skup warzyw i owoców, co oznaczać będzie realne straty dla producentów rolnych. Z kolei Marek Sypek, prezes Agros-Novy, przyznaje, że może mieć problemy z zapełnieniem półek swoimi wyrobami. Dlaczego? Bo w ciągu dnia zakłady firmy nie są w stanie pracować a nocne zmiany to większe koszty, do tego konieczność nadrobienia produkcji również w dni wolne. Do tego dochodzą problemy związane z całym łańcuchem dostaw. Jego zdaniem brak produktów spożywczych na półce, będący efektem ograniczeń zużycia energii, jest całkiem realny.

Jeden z branżowych menedżerów, przekonuje, że ograniczenia zużycia do 20 proc. w ciągu dnia, które zaproponowano zarządzanej przez niego firmie, są nierealne.

Więcej czytaj w Pulsie Biznesu.


Żródło: www.portalspozywczy.pl z dnia 12.08.2015 roku